Dwumiesięcznik „Filomea” numer 3 – maj, czerwiec – Piękne, wartościowe czasopismo dla kobiet! PATRONAT BLOGA
Trzeci numer magazynu FILOMEA jest jak chwila oddechu, w świecie, który dawno zapomniał, czym jest cisza…
Już samo motto czasopisma skierowanego do kobiet zmęczonych pośpiechem i zalewem treści – brzmi jak obietnica zwolnienia i zatrzymania się. I ta obietnica zostaje spełniona od pierwszej do ostatniej strony.
To nie jest magazyn, który się przekartkuje i odłoży, „Filomeą” się delektowałam! Czytam każdy numer powoli, zatrzymując się przy zdaniach, wracając do tekstów po kilku dniach. To czasopismo stworzone z niezwykłą uważnością – dla kobiet, które tęsknią za czymś bardziej prawdziwym niż kolejną szybką poradą czy chwilową inspiracją z ekranu telefonu.


Ogromnie porusza już sam list od redakcji autorstwa Anny Kurzawy. Czuć w nim wdzięczność, ciepło i autentyczne budowanie wspólnoty kobiet, które chcą żyć wolniej, bardziej świadomie i bliżej tego, co naprawdę ważne. To piękne, że magazyn nie tylko dostarcza treści, ale tworzy przestrzeń pełną dobra, refleksji i codziennych rytuałów.
Temat macierzyństwa został tutaj pokazany wyjątkowo dojrzale i szczerze. Wywiad „Lekcja przetrwania zamiast kołysanki” czy rozmowa o logoterapii w macierzyństwie nie idealizują rzeczywistości, ale dają kobietom coś znacznie cenniejszego, poczucie, że są rozumiane. Z kolei teksty o zdrowej dopaminie, wartościach czy potrzebie wspólnoty trafiają w bardzo współczesne lęki i zmęczenie przebodźcowaniem.
Jednocześnie „Filomea” nie zapomina o zwykłej codzienności, która tutaj staje się czymś niemal celebracyjnym. Jest miejsce na focaccię, chrupiące gofry, babcine sposoby na pranie, zioła pachnące fioletem i opowieści o dawnych obrzędach. Są robótki, poezja, folklor, literatura, rękodzieło i pisanie „jak oddychanie”. Wszystko to układa się w niezwykle spójną całość – trochę retro, trochę jak list od bliskiej osoby, trochę jak domowa biblioteczka pełna ukochanych zeszytów i starych rycin.
Szczególnie urzekł mnie artykuł dotyczący Asyża. To tekst napisany z czułością, który zostawia po sobie ten charakterystyczny rodzaj melancholii – tak bardzo tęsknię za tym wyjątkowym miejscem.
Nie sposób też nie wspomnieć o samym wydaniu. „Filomea” jest po prostu przepiękna. Gruby, solidny papier, dopracowane ilustracje, kolaże, ryciny i estetyka z nutą retro sprawiają, że obcowanie z magazynem jest doświadczeniem niemal zmysłowym. To jedno z tych czasopism, które chce się zostawić na półce, wracać do niego za miesiąc, rok, a nawet pożyczyć mamie, siostrze, córce albo przyjaciółce.
Największą siłą „Filomei” jest cenne przypomnienie, że życie nie musi składać się wyłącznie z produktywności, pośpiechu i ciągłego „więcej”. Że można piec chleb, pisać listy, czytać poezję, pielęgnować małe rytuały i nadal być częścią współczesnego świata. A może nawet właśnie wtedy jest się nią najbardziej.
Całym sercem polecam Wam prenumeratę tego wyjątkowego, niezwykle wartościowego czasopisma.









Tutaj zajrzysz do wcześniej wydanych tomów: 1 i 2 🙂



