„Filomea” numer 1 – styczeń, luty – Piękne, wartościowe czasopismo dla kobiet! PATRONAT BLOGA

Są takie chwile, w których wyraźnie czujemy, że świat przyspieszył za bardzo. Że nadmiar bodźców, ekranów, hałasu i nieustannego „muszę” odbiera nam coś niezwykle cennego: spokój, uważność, kontakt ze samą sobą. I właśnie w tym miejscu pojawia się Filomea. Nie jako kolejne czasopismo, ale jako zaproszenie do zatrzymania się, do kobiecego, ciepłego czasu tylko dla siebie.

Pierwszy numer Filomei na styczeń i luty to prawdziwa uczta. Już sam kontakt z czasopismem daje ogromną przyjemność. Osiemdziesiąt osiem stron wydrukowanych na doskonałej jakości papierze, piękne grafiki, przemyślana szata graficzna, harmonia barw i ilustracji. To magazyn, który chce się wziąć do rąk, dotknąć, poczuć i zniknąć pod kocem z kubkiem ciepłej herbaty. To papier, który uspokaja.

Z radością patronuję tej wyjątkowej publikacji.

koszyk

Jednym z tematów numeru są bezpotomni i już od pierwszych stron czuć, że nie jest to temat potraktowany powierzchownie. Wręcz przeciwnie. Filomea zanurza się głęboko w kobiece doświadczenie, w delikatność, godność i wrażliwość.

W kolejnych artykułach autorki pochylają się nad istotą współczesnej rodziny, nad godnością kobiety rodzącej, nad mocą ukrytą w kobiecym kręgu. To opowieści pisane z empatią, uważnością i ogromnym szacunkiem do różnych dróg, jakimi toczy się kobiece życie.

Ten numer pięknie balansuje pomiędzy dwiema pozornymi sprzecznościami. Z jednej strony głośną, kolędniczą, karnawałową radością, z drugiej cichym, postnym zatrzymaniem się. Poznajemy tradycje naszych babek i prababek, zanurzamy się w tym, jak to drzewiej bywało, zaglądamy do świata zapomnianych obrzędów, ludowego stołu bez pośpiechu i bez nadmiaru. Szczególnie poruszający jest materiał o kolędowaniu u górali śląskich, wciąż żywym i przekazywanym kolejnym pokoleniom. To opowieść o mocy słowa, wspólnoty i tradycji, która nie jest muzealnym eksponatem, lecz żywym doświadczeniem.

Filomea bardzo umiejętnie łączy refleksję z codziennością. Znajdziemy tu artykuły o tym co tak ważne: uważność, łagodność wobec siebie i życie w zgodzie z własnym rytmem. Są rozmowy, materiały pisane przez specjalistów z tytułami, ale też przez kobiety, które swoje doświadczenie budowały latami w praktyce, w macierzyństwie, w pracy z ciałem, naturą i domem.

Jest też ogrom treści bardzo konkretnych i niezwykle wartościowych: artykuły o noworocznych postanowieniach w zupełnie innym ujęciu, poradnik jakie pieluchy jednorazowe wybrać dla malucha, sposoby na plamy, moc ukryta w ziołach, dary dla ciała i ducha. Są przepisy, które kuszą już samym czytaniem i które pragnie się odtworzyć we własnej kuchni. Jest podróżniczo, bo Tatry z dziećmi pokazane są bez lukru i bez idealizowania, opowiedziane prawdziwie i mądrze.

Ogromną radość sprawiają działy twórcze i kulturalne. Subtelna sztuka, filcowe korony, inspiracje scrapbookingowe i album pełen historii, który przypomina o fizycznym wymiarze zdjęć w czasach cyfrowej ulotności. Są polecenia książkowe i recenzje, prawdziwe perełki dla dzieci, młodzieży i dorosłych. To wybory przemyślane, wartościowe, takie, którym można zaufać.

Na kartach magazynu znajdziemy krzyżówkę, kolorowankę z polską sztuką, kącik dziecięcy, ale zupełnie wyjątkowy, bo przeniknięty duchem Charlotte Mason. Jest także konkurs z piękną nagrodą i dział niemal zapomniany przez współczesne periodyki – szukam koleżanki korespondencyjnej. Ten drobny element wzrusza szczególnie, bo przypomina o relacjach budowanych powoli, słowem pisanym, z uważnością i cierpliwością.

Filomea jest czasopismem stworzonym przez wyjątkowe kobiety i dla kobiet. W każdej stronie czuć serce, intencję i ogrom pracy. To nie jest pismo do szybkiego przejrzenia. To magazyn, do którego się wraca, który czyta się fragmentami, smakując treść, który zostaje na stoliku nocnym, w torbie, na półce, bo chce się do niego zajrzeć jeszcze raz.

To przestrzeń ucieczki od social mediów, od telefonu, od zgiełku dnia codziennego. Przestrzeń ciszy, refleksji i piękna. Tak bardzo dziś potrzebna. Filomea nie krzyczy, nie narzuca, nie przyspiesza. Ona zaprasza do zatrzymania się, dotknięcia papieru, szukania wartości, do bycia bliżej siebie.

Jeśli tak jak ja, czujecie w sobie tę cichą tęsknotę za czymś pięknym i prawdziwym, za słowem, które nie ocenia, lecz rozumie, za treścią, która nie przytłacza, lecz koi, Filomea może stać się dla was bezpiecznym miejscem. To magazyn, w którym znajdziecie wsparcie bez patosu, mądrość bez pouczania i bliskość, która płynie z doświadczenia i uważności. To opowieść o życiu takim, jakie jest, z jego kruchością, siłą i czułością splatającą codzienność.

Na taki dwumiesięcznik warto było czekać. Polecam całym sercem i z radością czekam na kolejny numer!